Nowy numer 39 (1/2018)

Najnowszy film

Facebook

poniedziałek, 08 styczeń 2018 12:25

Jaki model szkolnictwa jest szansą dla młodego człowieka?

Napisał
Generalną miarą osiągnięcia sukcesu zawodowego przez młodego człowieka w jego dorosłym życiu jest zdobycie odpowiedniego wykształcenia. W Polsce, tak jak w większości dzisiejszych państw istnieje publiczny i prywatny system oświaty. W publicznej dyskusji nt. polskiej oświaty spotykamy się dość często z problemem przewagi skuteczności jednego lub drugiego. Jednak typowy mieszkaniec Polski zapytany o wybór któregoś systemu niemal zawsze odpowie, że państwowy jest korzystniejszy, bo darmowy, a na prywatny go po prostu nie stać.

 

Nie zamierzam oczywiście rozważać co jest tego przyczyną - czy brak zmysłu przedsiębiorczości u Polaków, czy też polski system podatkowy; aczkolwiek zdecydowanie chylił bym się ku temu drugiego i ewentualnie kompromisowo stwierdził, że to drugie wpływa na pierwsze. Ale to już inny problem. Poza tym czy w rzeczywistości szkolnictwo państwowe jest tak naprawdę darmowe, biorąc pod uwagę fakt, iż współcześnie typowa droga kształcenia młodego człowieka w Polsce rozpoczyna się od wydawania majątku przez jego rodziców na podręczniki i przybory szkole, a kończy się na zaciąganiu kredytu studenckiego? Wynikało by z tego, że również szkolnictwo publiczne wymaga wielu poświęceń finansowych i poświęcenia, a te niekoniecznie kończą się wraz z zakończeniem edukacji.

W oczach typowego Polaka z prywatnej szkoły podstawowej, prywatnego gimnazjum i prywatnego liceum korzystać mogą jedynie dzieci i młodzież z bogatych rodzin. Faktycznie tak właśnie jest. Aczkolwiek, jak pisze Dariusz Zalewski w artykule Szkolnictwo prywatne a edukacja klasyczna (http://prawica.net/node/11328node/ 11328): „Aktualnie można mówić o dwóch formach funkcjonowania szkół prywatnych: pierwsza obejmuje placówki zazwyczaj przyjmujące uczniów zgodnie z zasadą każde nazwisko „na wagę dotacji”; druga obejmuje ,,elitarne” szkoły prowadzące ostrą selekcję i stawiające młodzieży wysokie wymagania”. Ale gdybyśmy mieli zapytać go o prywatne szkoły wyższe to często otrzymalibyśmy odpowiedź, w której zawierałaby się sugestia wskazująca na istnienie prywatnych uczelni, jako „fabryki magistrów”, w których bardzo często kształcą się ludzie nigdy wcześniej nie śniący o skończeniu studiów a w ramach chęci zdobycie awansu w pracy nie mający po prostu innego wyjścia, jak zdobycia odpowiedniego ,,wykształcenia”. Pojawia się tutaj również inny problem - problem polityki „wyrównywania szans”. Wtrącając myśl o polityce „wyrównywania szans” nie mam oczywiście na myśli statusu ekonomicznego części społeczeństwa polskiego tylko po prostu brak predyspozycji do studiowania.

Kilka zdań wcześniej przywołałem intuicyjnie potencjalne wyrażenie opinii na temat szkół prywatnych przez typowego mieszkańca Polski, lecz jednocześnie wcale nie zamierzam zaprzeczać, że wśród uczelni prywatnych istnieją takie, które posiadają zdecydowanie wyższy poziom od uczelni państwowych. Powinniśmy jednak zastanowić się co jest przyczyną tego, że Polacy mają coraz mniejszy kredyt zaufania wobec szkolnictwa publicznego na szczeblu od podstawowego do licealnego. Nie zamierzam, oczywiście, potwierdzać wszystkiego o czym wyżej piszę konkretnymi danymi statystycznymi. Wystarczy zorientowanie się w opinii publicznej, której odzwierciedlenie można sprawdzić na każdym portalu dla rodziców; a szczególnie na forach. Od kilku, a nawet kilkunastu już lat mamy wyraźne dążenia, aby wszystko, czego uczą się młodzi ludzi określić wokół ,,klucza”. Kiedyś o słowie ,,klucz” w aspekcie edukacji mówiło się dużo, teraz natomiast powoli przyzwyczajamy się do narzuconych czy też obowiązkowych schematów. Być może, że nie jesteśmy nawet świadomi że traci na znaczeniu przysłowie: „Ucz się młody człowieku ucz, bo nauka to potęgi klucz”. No! chyba żeby je zmieć na przysłowie: „Ucz się młody człowieku ucz, bo klucz to potęga nauki”.

Oto przykład. Na portalu internetowym famile.pl, w ramach którego umiejscowione jest forum dla rodziców młodych ludzi, można spotkać się niejednokrotnie z opiniami, że wszystko w polskim szkolnictwie ustawione jest według schematu, zarówno nauki humanistyczne, jak przyrodnicze, nie mówiąc już o krytyce utworzenia systemu gimnazjalnego. Można by dyskutować, czy chęć usankcjonowania w ramach „klucza”, o którym mowa przedmiotów humanistycznych nie ma przypadkiem czegoś wspólnego z tym, że coraz mniejszy nacisk kładzie się w szkole na humanistykę. Ale to już temat na inną dyskusję. W cytowanym już wcześniej artykule Dariusz Zalewski na pytanie o przyczynę marginalizacji w Polsce klasycznego systemu edukacji odpowiada wprost: „Szukając odpowiedzi na pytanie o przyczynę tego stanu rzeczy, należałoby w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na upolitycznienie systemu szkolnictwa, który nastawiony jest na realizację polityki poszczególnych partii oraz dyrektyw unijnych. Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że aktualnie nie ma „popytu” na edukację klasyczną. Upowszechniło się bowiem przekonanie (spotykane nie tylko na lewicy, ale i na prawicy), iż szkoła powinna być praktyczna i akcentować wiedzę techniczną (w nomenklaturze starożytnych artes seI'viles - sztuki niewolnicze). Przyjęcie takiej zasady prowadzi do kształcenia dzieci z punktu widzenia ich przydatności do realizacji określonego „projektu społecznego”, rozwój osobowy staje się drugoplanowy”. Myślę, że stwierdzenia Dariusza Zalewskiego nie trzeba komentować. Jest ono jak najbardziej trafne. Możemy się zastanawiać, czy wysłanie 6-letnich maluchów do szkół jest faktycznie świetnym rozwiązaniem problemów demograficznych i zabezpieczeniem przed dalszym zamykaniem szkół? Jest to, oczywiście, rozwiązanie doraźne, jak zresztą większość w dzisiejszej polskiej rzeczywistości.

Co jest przyczyną, że publiczne szkolnictwo wyższe pomimo oczywistych wad nadal zachowuje zaufanie społeczne i renomę w oczach- obywateli? Ciekawe, a zarazem bardzo oczywiste spostrzeżenie wyraża Aleksander Kołodziejczyk w swoim artykule Praktyka porównań (http://www.forumakad.pl/archiwum/2ooo/o9/12.html). Z artykułu wynika, że jest on zwolennikiem prywatnego systemu edukacji wyższego szczebla w Polsce! Pisze następująco: „W Polsce prawo dotyczące szkolnictwa wyższego nie spełnia swojego zadania. Pozwala na niekontrolowany rozwój ilościowy szkół wyższych (nie tylko prywatnych), na skutek czego oprócz dobrych szkół powstaje wiele instytucji, które nawet nie powinny być uznane za szkoły pomaturalne. Nikt nie sprawdza, czy warunki, na których szkoła została powołana, są przestrzegane po jej uruchomieniu. Z ostatnio ujawnionych przez NIK danych wynika, że na stanowiskach profesorskich (od czego zależą uprawnienia szkoły) zatrudniane są nawet osoby bez wyższego wykształcenia. Nieśmiałe próby egzekwowania prawa podjęte przez MEN zakończyły się fiaskiem z powodów prawno-proceduralnych”. Zatem odpowiedź jest prosta: Nie tędy droga! Osobiście uważam, że przyczyną stanu rzeczy, w którym publiczne szkolnictwo wyższe w Polsce zachowuje stosunkowo wysoką renomę jest również zachowanie pewnych aspektów samorządności bytu uczelni państwowych. Można stwierdzić zatem, że choć odrobinę takiej samorządności, przydałoby się dla systemu szkolnictwa niższego i średniego. Chodzi oczywiście w tym miejscu o to, aby państwo mniej się angażowało się w rozwój szkolnictwa, a ewentualnie stosowała normatywy, a nie ścisłe dyrektywy. W sytuacji pewnej można by to nazwać schizmy, w której znajduje się polskie szkolnictwo dobrym rozwiązaniem jego bolączek było by to, które znajduje się w stwierdzeniu Jörga Ramsegera, który zawarł je w wystąpieniu otwierającego konferencję grupy ConCrit, która odbyła się w Berlinie w dniach 1-2 czerwca 2007 r. Ani publiczne, ani prywatne. Odbudowywanie solidarności w szkolnictwie (przekł. Katarzyna Hordejuk; http://recyklingidei.pl/ramseger_ani_publiczne_ani_prywatneramseger_ani_publiczne_ani_prywatne): „Odwołując się do historycznej debaty na temat związku między szkołą a państwem, doszliśmy do nowego, praktycznego rozwiązania dylematu, czy edukacja powinna być publiczna, czy prywatna: edukacja to kwestia prawdziwie należąca do społeczności nauczycieli, rodziców, uczniów i sąsiadów. Szkoły nie powinny być prowadzone ani przez państwo, ani przez prywatne firmy. Państwo powinno finansować szkoły, ale to sami obywatele powinni wziąć za nie odpowiedzialność, nadzorować je i kontrolować”. Na tym chciałbym poprzestać i poddać zagadnienie pod dalszą dyskusję. 

Wojciech Chudzik

Wojciech Chudzik – doktorant w Zakładzie Historii Najnowszej na UMCS w Lublinie, członek Polskiego Towarzystwa Historii Gospodarczej oraz Pracowni Badań nad Samorządami przy Fundacji Obywatelskiego Rozwoju w Rykach, z-ca redaktora naczelnego „Rocznika Samorządowego”. Naukowo zajmuje się dziejami społeczno-gospodarczymi i historią administracji w Polsce XIX i XX w. Absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomicznym UMCS w Lublinie na kierunku Bankowość i finanse.